Szkoła z ludzką twarzą

Dlatego Elżbieta Dębska dodaje: – Jestem przeciwna wysyłaniu malutkich dzieci do przedszkola i mówię to też jako rodzic diabetyka, bo maluch musi umieć chociaż sam zasygnalizować, że coś się z nim dzieje. Odradzałabym oddawanie komuś pod opiekę trzylatka. Chyba że jest ciągle w przedszkolu pielęgniarka, ale nawet to nie jest gwarancją właściwej opieki.

Walka trwa

Rodzice mają dość nieuregulowanej prawnie sytuacji i manifestują to niezadowolenie, wysyłając zapytania do Ministerstwa Zdrowia, Ministerstwa Edukacji, do Pełnomocnika Rządu do spraw Równego Traktowania. Trzeba przyznać, że każdy z tych organów zajmuje stanowisko, ponieważ musi to zrobić. Stanowisko jednak nie jest prawem.

Dyrektor III LO im. Gen Sowińskiego w Warszawie Grzegorz Mazur zaznacza: – Proszę uwierzyć, że najczęściej mamy związane ręce, wszystko jest dobrze do chwili, gdy coś się nie zdarzy i wtedy staniemy przed sądem. Prawo jest takie, jakie jest, i my go nie zmienimy. Stanowisko ministra zdrowia czy nawet ministra edukacji nie jest prawem, warto o tym pamiętać. Prawem jest rozporządzenie, a ono nie pozwala nam na podanie leku i wykonywanie czynności medycznych. Możemy jedynie wesprzeć ucznia i nadzorować czynności, które wykonuje sam.

Pozostaje pytanie, czy podanie insuliny jest zabiegiem medycznym? Zrozpaczeni rodzice piszą:

Rozwój technologii i nauki daje możliwość wykonywania zabiegów medycznych osobom bez wykształcenia medycznego, jakimi są np. rodzice. Sami wstrzykują insulinę, obsługują pompę insulinową, mierzą poziom glukozy, sami decydują o dawce leku. Podobnie jest w przypadku innych chorób. Zatem zabiegi medyczne nie są tylko wyłącznością pielęgniarek i lekarzy. Dlatego nic nie stoi na przeszkodzie, aby podobne zabiegi mogli wykonywać przygotowani do tego nauczyciele w szkołach i przedszkolach. Minister Radziszewska poparła to stanowisko, pisząc w odpowiedzi na apel, że realizacja zaleceń lekarskich nie jest czynnością medyczną i skoro zajmują się nią rodzice, mogą też opiekunowie: „konieczność podania leków zleconych przez lekarza należy traktować jako czynność techniczną, polegającą na realizacji zlecenia lekarskiego, która wiąże się ze sprawowaniem funkcji opiekuńczej nad dzieckiem wymagającym systematycznego podawania leków”.

Stanowisko pełnomocnika rządu do spraw równego traktowania nie ma jednak mocy rozporządzenia. Małgorzata Fidor, redaktorka portalu Diabetica, stawia sprawę ostro: – Zasłanianie się przepisem z prawa oświatowego z 2007 roku, że nauczyciel nie może podać leku dziecku, jest bezzasadne, albowiem nie dotyczy to dzieci z chorobami przewlekłymi, u któryvh przyjmowanie leku jest warunkiem ich zdrowia, a nawet życia. Czynności, jakie należy wykonać: zmierzenie poziomu cukru, podanie insuliny, glukagonu (w razie konieczności), nie są czynnościami medycznymi tylko technicznymi. Celem działań rodziców jest zmiana zapisu z 2007 roku w prawie oświatowym, bo w obecnej sytuacji jest on sprzeczny z tym, co podaje Ministerstwo Zdrowia.

Zasadniczą sprawą wydaje się więc wyjaśnienie tego zagadnienia!

Sprawa umowy

Stanowisko Ministra Edukacji i Ministerstwa Zdrowia jest takie, że wystarczy zawrzeć umowę (pisemną lub ustną), aby upoważnić nauczyciela do wstrzyknięcia insuliny. Jeśli jednak jest to zabieg medyczny, to po prostu nie ma takiej możliwości! Ustawa określa, kto może dokonać czynności medycznej i nie jest to na pewno nauczyciel, więc jeśli podopiecznemu coś się stanie, rodzic pierwszy właśnie jego oskarży o krzywdę dziecka i co ważniejsze, będzie miał do tego prawo.

Olga Masiuk, nauczycielka języka polskiego, mówi: – Gdybym miała podpisać dokument np. o moim prawie do podania insuliny, chciałabym być jednak wcześniej fachowo przeszkolona. W ogóle lepiej czułabym się w tej sytuacji, gdybym choć raz wcześniej zrobiła zastrzyk. Z drugiej strony szkolnym demonem jest niemożność podawania uczniom jakichkolwiek lekarstw. Nauczyciele są o tym uprzedzani, wyraźnie się to podkreśla. Więc gdybym stanęła przed koniecznością podania insuliny, nie chciałabym się w takiej chwili lękać, że może to sprowadzić na mnie kłopoty. Sam stres związany z potrzebą udzielenia takiej pomocy, z zagrożeniem czyjegoś zdrowia czy nawet życia, jest już wystarczająco duży. Co by było, gdybym nie miała czasu na wezwanie karetki, zawiezienie ucznia do pogotowia i musiałabym sama sobie poradzić ? To oczywiście skrajne przypadki, krytyczne momenty, ale gdzieś w głowie żyją takie pytania, takie lęki.