Szkoła z ludzką twarzą

Elżbieta Dębska dodaje: – Nauczyciele nie są odpowiedzialni za prowadzenie cukrzycy, oni muszą wiedzieć, jak reagować w razie zagrożenia i jakie codzienne problemy musi pokonać uczeń z cukrzycą. O co ich proszę? Żeby pomogli wykonać pomiar glikemii, dziecko umie to zrobić samo, ale wymaga nadzoru. Nauczyciel może też nadzorować czynność, którą wskaże rodzic, np. sprawdzić, czy na penie lub na pompie jest dobrze nastawiona dawka, zwłaszcza że małe dzieci nie znają jeszcze ułamków dziesiętnych. W przypadku niedocukrzenia liczy się szybka pomoc w podaniu cukru prostego, dobrze więc, żeby w klasie był pod ręką cukierek czy słodki napój. No i oczywiście w szkole musi być glukagon. Przekonuję nauczycieli, żeby się nie obawiali jego wstrzyknięcia, choć przyznaje, że to też jest czynność, którą powinny wykonywać osoby przeszkolone medycznie i nauczyciele mają się prawo tego obawiać. Glukagonem jednak, o czym warto pamiętać, nie mogą zaszkodzić.

Warto zawrzeć umowę i zobowiązać się do jej przestrzegania, ale mało prawdopodobne, że gdyby rodzic zdecydował się pozwać nauczyciela za źle wykonany zabieg medyczny, miałaby ona moc prawną.

O co proszą rodzice?

  1. Nowelizację przepisów prawnych.
  2. Obowiązkowe szkolenia i warsztaty dla nauczycieli szkół i przedszkoli, w których są dzieci z cukrzycą.
  3. Edukację diabetologiczną, która będzie udokumentowana certyfikatem uprawniającym nauczyciela w szkole i przedszkolu do wykonywania czynności medycznych.
  4. Nowelizację Statutów Szkolnych, które zawierać będą prawa dziecka chorego na cukrzycę (pomiary glikemii na lekcji, dodatkowy posiłek w czasie lekcji itp.).
  5. Poszerzenie kierunków na uczelniach pedagogicznych o medycynę szkolną, uwzględniającą dzieci przewlekle chore oraz wprowadzenie nowych form doskonalenia zawodowego nauczycieli, dających uprawnienia do postępowania z dzieckiem chorym na cukrzycę (kursy, studia podyplomowe).

Czy rodzice już zawsze będą musieli polegać na dobrej woli nauczycieli? Jeśli lekarze nie wrócą do szkół, a nic na to nie wskazuje, to na razie tak. Ciężko sobie bowiem wyobrazić, żeby środowisko medyczne zgodziło się delegować swoje uprawnienia osobom jedynie pobieżnie przeszkolonym. Nie wszyscy też rodzice zgodzą się, aby kto inny niż oni sami lub lekarz dawkował insulinę. Nieodpowiednio dawkując insulinę, można zaszkodzić. Kto za to weźmie odpowiedzialność? Roztrzęsiony rodzic, którego dziecku wskutek decyzji nauczyciela stała się krzywda? Konsekwencje, mimo zajmowania stanowiska przez ministra edukacji i ministra zdrowia, poniesie nauczyciel. Byłoby dobrze, gdyby sprawa ta została postawiona jasno, ale tak się nie dzieje, bo dzieci z cukrzycą mają prawo uczęszczać do szkół i przedszkoli i nie mogą być dyskryminowane.

Zatem, znowu wszystko zależy od tego, czy nauczyciel rodzic i pielęgniarka się dogadają. I dogadują się, co najważniejsze, bo nauczyciele mimo licznych ograniczających ich przepisów prawnych chcą pomagać, sami są rodzicami. Dlatego, chociaż czasem drży im ręka, godzą się na to by przejąć opiekę nad niesamodzielnym jeszcze dzieckiem z cukrzycą. Na szczęście warto pamiętać, że „cukiereczki” szybko stają się samodzielne i już nawet w wieku 5–6 lat są w stanie w dużej mierze same wykonywać czynności związane z samokontrolą. Wymagają tylko nadzoru, a tego nauczyciel ma już święty obowiązek się podjąć. A jeśli nie wie o cukrzycy dostatecznie wiele, to musi się dokształcić.

Sylwia Omiotek