Filozofia dobrego życia

Wstukując w internetową wyszukiwarkę termin Wellness, w ciągu ułamka sekundy pojawiają się miliony definicji. Większość rekordów odnosi się do farm piękności, gabinetów odnowy biologicznej i klubów fitness. Wellness postrzega się jako aktywność związaną ze sportem i prowadzącą do ładnego, zdrowego wyglądu. Warto jednak przyjrzeć się głębiej zagadnieniu, szczególnie że to powszechne rozumienie niestety mocno je spłyca, a nawet nieco wypacza.

Wydaje się, że łatwiej powiedzieć, czym Wellness nie jest, niż czym jest. Na pewno nie należy utożsamiać go wybiórczo jedynie z wysiłkiem fizycznym czy zabiegami czynionymi dla urody. Wellness w węższym rozumieniu traktować należy jak styl życia, w szerszym – jako filozofię. Ten szerszy aspekt postaramy się teraz przybliżyć.

Balans na linii życia

Wellness to w największym skrócie filozofia dobrego życia. Skróty bywają jednak banalne. Cóż to bowiem oznacza „dobre życie”?

Wellness wychodzi z założenia, że człowiek jest całością. Sfery fizyczna, uczuciowa, duchowa, emocjonalna i społeczna muszą się uzupełniać. Każda z nich jest równie ważna, żadna nie powinna dominować i żadnej nie wolno zaniedbać. Dlatego mówi się, że Wellness to filozofia równowagi. Ma ona nauczyć człowieka, jak żyć, by dobrze czuł się w swoim ciele, dobrze o sobie myślał, umiał egzystować w społeczeństwie i w otaczającym go świecie. Patrząc w ten sposób, uzasadnione staje się użycie terminu filozofia. Wellness, podobnie jak różne systemy filozoficzne na przestrzeni dziejów, stara się odpowiadać na wyzwania danych czasów i pytania ludzi żyjących w tych czasach.

Wymogi współczesności

Dzisiejszy świat wiele nam oferuje, ale i wiele od nas wymaga. Można mieć wrażenie, że tysiące możliwości, jakie przed nami stoją, z czasem stają się naszą pułapką. Wytyczne statusu społecznego to bogactwo, zdrowie i młody wygląd. Mamy być sprawni i piękni, ale też powinniśmy coraz więcej pracować, zarówno dla korzyści materialnych, jak i własnego rozwoju. Kobiety, które są aktywne zawodowo, chcą być jednocześnie idealnymi matkami i paniami domu. Starając się być doskonali w każdej dziedzinie, wpadamy we własne sidła, gdyż sprostanie wszystkim wymaganiom jest po prostu niemożliwe.

 

Na tej fali pojawiło się Wellness. Ale nie jako pogotowie ratunkowe, gdy problem nas przerasta, lecz jako recepta, która przystaje do wymogów naszych czasów. Wellness nie podpowiada, jak być perfekcyjnym w relacjach z mężem, dziećmi i współpracownikami. Nie funduje błyskawicznych diet odchudzających w przeddzień wakacji. Podpowiada jedynie, jak właściwie ustawić priorytety, że: praca nie istnieje bez odpoczynku, życie zawodowe bez rodzinnego, bycie w społeczeństwie bez bycia z samym sobą; racjonalne odżywianie to nie tylko liczenie kalorii dla smukłej sylwetki, ale odżywianie organizmu jako całości. Czyli wracając do sedna sprawy, pokazuje, że w życiu konieczna jest równowaga.

Odwieczna mądrość

Termin Wellness po raz pierwszy został użyty w 1959 r. przez amerykańskiego lekarza Halberta Dunna. Połączył on w jedną całość dwa angielskie słówka well-being, czyli dobre samopoczucie oraz fitness. Na Zachodzie Europy w latach 80., na fali popularności ćwiczeń fizycznych, propagowanych przez gwiazdy, jak np. Jane Fonda, idea ta zyskała sporą sławę. Halbert Dunn nazywany niekiedy ojcem Wellness, tak naprawdę jest autorem samego terminu.