TAI CHI – trening po chińsku

Przynosi także korzyści w przypadku chorób przewlekłych. Usprawnia pracę serca, naczyń krwionośnych i płuc u osób z chorobą niedokrwienną serca lub po operacji założenia by-passów. Naukowcy dowiedli również, że trenowanie Tai Chi zmniejsza aż o połowę ryzyko urazów i upadków u osób w podeszłym wieku.

Osoby trenujące Tai Chi znalazły się także pod czujnym okiem uczonych z Instytutu Badawczego Medycyny Sportu w Pekinie. Przebadano tam 88 osób w wieku od 50 do 89 lat. Tai Chi od wielu lat uprawiały 32 z nich, reszta nigdy. Ci pierwsi okazali się lepiej zbudowani niż ci niećwiczący. Sprawniej funkcjonował ich układ krwionośny i oddechowy, mieli lepszą przemianą materii oraz budowę kości.

Z kolei uczeni z University of California udowadniają, że Tai Chi poprawia pracę układu odpornościowego. Badacze pod kierunkiem Michaela Irwina przeprowadzili eksperyment udowadniający, że Tai Chi może być doskonałą metodą profilaktyki półpaśca (jest to dokuczliwa i bolesna choroba wywoływana przez wirusy odpowiedzialne za ospę wietrzną, na którą szczególnie narażone są osoby w podeszłym wieku i te z osłabionym układem odpornościowym). W badaniu wzięło udział 36 osób w wieku 70 lat chorujących w młodości na ospę wietrzną, ale nie przechodzących półpaśca. Połowę uczestników badania wysłano na trwający 15 tygodni kurs Tai Chi. Zajęcia trwały po 45 minut i odbywały się trzy razy w tygodniu. Gdy porównano wyniki badań krwi osób z obu grup, okazało się, że liczba limfocytów typu T (czyli komórek, które potrafią rozpoznać i zniszczyć wirusy wywołujące półpaśca ) jest dwukrotnie większa u tych trenujących Tai Chi. Te zaskakujące wyniki opublikowano w piśmie „Psychosomatic Medicine”.

Jeszcze bardziej zadziwiające są wnioski płynące z badań przeprowadzonych przez naukowców z Tajwanu i Australii. Otóż na łamach „British Journal of Sports Medicine” udowadniają oni, że Tai Chi pomaga walczyć z cukrzycą typu 2. Osoby biorące udział w ich badaniu przez 12 tygodni trzy razy w tygodniu po półtorej godziny trenowały Tai Chi. Po zakończeniu programu okazało się, że stężenie cukru we krwi chorych znacznie się obniżyło. Mariusz Sroczyński tak tłumaczy te odniesienia: – Tai Chi oparte jest na tych samych zasadach, co medycyna chińska. Trzeba jednak zdać sobie sprawę z tego, że Tai Chi to nie metoda leczenia, ale przede wszystkim profilaktyka.

Wzmacnia odporność i siłę organizmu. Zwiększa jego elastyczność i równowagę. Z drugiej strony zdrowotne właściwości Tai Chi to niezaprzeczalny fakt. Stała praktyka działa leczniczo m.in. na wysokie ciśnienie krwi, wrzody, artretyzm, astmę, choroby serca, dolegliwości żołądkowe, przepuklinę i nerwicę. Jednak zawsze staram się uzmysławiać ćwiczącym, że w przypadku jakiejś choroby, nie można opierać leczenia na Tai Chi. Może być ono jedynie elementem pomocniczym. Wciąż wszystkim przypominam, że o swoje zdrowie trzeba dbać tak czy inaczej.

Słowa Mariusza potwierdzają spotkane w szkole osoby. Robert twierdzi, że kondycję ma lepszą niż jego osiemnastoletni syn. – Dzięki Tai Chi tygodniowy wyjazd na narty nie jest dla mnie żadnym problemem. Nie męczą mnie tzw. zakwasy. Jednak najbardziej na Tai Chi skorzystał mój kręgosłup. Mam przepuklinę w części lędźwiowej kręgosłupa, zwyrodnienie w piersiowym i szyjnym, a do tego miałem silny uraz w pracy, ale od momentu, kiedy wróciłem do Tai Chi, zapomniałem, że miałem jakieś problemy z kręgosłupem, nie odczuwam żadnych dolegliwości. Trzeba jednak pamiętać, że to jest proces długotrwały. Naprawdę duże efekty są zauważalne po dwóch, trzech latach – opowiada. Wanda dodaje, że dzięki Tai Chi nauczyła się swojego ciała: – Stałam się świadoma swojego ciała, każdego pojedynczego ruchu. Oprócz tego treningi dają niesamowity relaks i spokój.