Diabetyk | odżywianie

ZDROWE, CZYLI JAKIE?

Nieznośna lekkość bytu

Dla diabetyków mocnym wabikiem zachęcającym do kupowania określonych produktów spożywczych jest napis „light”. Wiele osób chorych na cukrzycę powinno schudnąć, wszyscy zaś odpowiednią dietą starają się regulować poziom glukozy. Warto jednak zdać sobie sprawę, że to samo określenie „light”, tłumaczone dosłownie jako „lekki”, dla dwóch różnych produktów może oznaczać dwie różne rzeczy. Z jednej strony, możemy mieć do czynienia z artykułem o obniżonej zawartości tłuszczu, z drugiej strony z takim, w którym nie ma cukru. Tak więc, jeżeli sięgamy po czekoladę „light”, to zapewne nie grozi nam nagły wzrost glikemii, ale w momencie, kiedy nasza dieta powinna być niskotłuszczowa, to taka czekolada jest już bardzo niewskazana. Tym bardziej że słodycze, w których zastępuje się cukier substancjami słodzącymi, mają bardzo duże ilości tłuszczu, niekiedy większe niż słodycze tradycyjne.

Soki określane jako „light” to po trosze wymysł marketingowy: albo sok jest stuprocentowym sokiem, albo jest to napój, który zamiast cukrem, został dosłodzony sztuczną substancją. Dla diabetyków pewnie bardziej wskazany, bo ma mniej naturalnej fruktozy, ale z punktu widzenia swojej wartości odżywczej, jest zdecydowanie uboższy chociażby w witaminy. Coś za coś.

Napoje „light” niekiedy są słodzone „pół na pół”, czyli cukrem i słodzikiem. Teoretycznie takiemu produktowi przysługuje etykietka „lekki”, bo siłą rzeczy może mieć połowę mniej kalorii niż wersja standardowa. I pół biedy, kiedy sięga po niego osoba zdrowa, dla osoby z cukrzycą konsekwencje niedoczytania składu z etykiety mogą być poważniejsze.

Gra w zielone

W wielu placówkach handlu, głównie nowoczesnego, pojawiają się półki z tzw. zdrową żywnością, określaną jako „bio”, „eko” czy też na modłę brytyjską „organic”. W odróżnieniu od wszelkich innych haseł, jakie spotykamy na opakowaniach produktów żywnościowych, przedrostki w nazwie produktu bio bądź ekologiczny zobowiązują. Oznaczają one bowiem żywność certyfikowaną, czyli taką, która spełnia szereg wysokich, europejskich norm dotyczących jej pochodzenia oraz sposobu produkcji. Rolnictwo ekologiczne obywa się bez nawozów sztucznych i pestycydów, bazując jedynie na naturalnych ekosystemach. Jeżeli kupujemy faktycznie produkt „bio”, to musi on mieć certyfikat. Obok niego drugim, choć wcale nie do końca miarodajnym wskaźnikiem jest cena. Żywność ekologiczna siłą rzeczy jest droższa od tej wytwarzanej masowo. Za unikanie nawozów sztucznych płaci się mniejszą wydajnością. W ostateczną rachubę wlicza się też kosztowny proces certyfikacyjny.