Jelinski_Michal_ik_Obszar roboczy 1

Wywiad z mistrzem

„MOŻE Z POMPĄ ZDOBYŁBYM DRUGIE ZŁOTO OLIMPIJSKIE?”

Michał Jeliński, czterokrotny wioślarski mistrz świata i mistrz olimpijski z Pekinu opowiada, jak godzić cukrzycę z aktywnością sportową.

Jelinski_Michal

 fot.: archiwum prywatne Michała Jelińskiego

Iza Szumielewicz: – 3 lata temu zakończyłeś karierę zawodniczą, ale nie zrezygnowałeś ze sportu. Jak wygląda twój przeciętny dzień?

Michał Jeliński: – Kiedy skończyłem karierę, moim głównym celem było, żeby z 2-3 treningów dziennie nie przejść na 2-3 w miesiącu. Chciałem tak poukładać czas, żeby ruszać się codziennie. Ale życie narzuca swoje warunki; często nie mam czasu albo nawet ochoty, żeby codziennie uprawiać sport. Daleko mi do wiosłowania, ale szukam sobie innych aktywności typu bieganie, siłownia, basen. Staram się codziennie dojeżdżać do pracy rowerem. To zawsze coś. Mój sześcioletni syn Wojtek chodzi na naukę pływania, a przy okazji korzystam i ja. Przyznam szczerze, że teraz więcej pływam wpław niż wtedy, gdy trenowałem wioślarstwo. Dzięki takim aktywnościom lepiej się czuję i funkcjonuję, nie mówiąc już o tym, że mam lepsze cukry.

I.Sz.: – A jaki teraz masz cukier?

M.J.: (sprawdza)… – 146, a jestem po obfitym śniadaniu!

I.Sz.: – Skąd wiesz na bieżąco, jaki masz cukier?

M.J.: – Mam pompę, która jest zintegrowana z systemem ciągłego monitorowania glikemii (CGM – przyp. Izy Szumielewicz). Widzę więc swoją glikemię w czasie rzeczywistym. To wielki komfort dla użytkownika. Dzięki temu w możliwie najlepszy sposób można zarządzać cukrzycą, szczególnie w najważniejszych momentach dnia, kiedy trzeba zjeść albo podjąć jakąś aktywność. W takich sytuacjach trzeba zdecydować o dodatkowych węglowodanach albo o tym, co zrobić z insuliną. Dzięki ciągłemu monitorowaniu glikemii możliwe jest efektywne zarządzanie cukrzycą. Każdemu pacjentowi życzyłbym takiej technologii… Oczywiście, nawet zaawansowana technologia nie we wszystkim pacjenta wyręcza, ale na pewno jest to ogromne ułatwienie.

I.Sz.: – Żyjesz z cukrzycą już 14 lat. Czy możesz powiedzieć, że kontrolujesz ją na „mistrzowskim poziomie”?

M.J.: – Na pewno nie. Oczywiście, dążę do doskonałości, ale nie wolno się dać zwariować, nie wolno stać się niewolnikiem cukrzycy.  Nie chodzi przecież o to, żeby  tylko ciągle sprawdzać glukozę. Najważniejsze to być w odpowiednich zakresach i normalnie żyć. Czasami nawet nie ma czasu sprawdzać cukru. Ja mam ten komfort, że moja pompa insulinowa –  a mam MiniMed 640 G – jest wyposażona w technologię SmartGuard -funkcję kontroli hipoglikemii. Jak zapomnę albo po prostu nie mam czasu, a właśnie spada mi cukier lub wszystko wskazuje na to, że wkrótce osiągnie niebezpieczny zakres hipoglikemii, pompa sama automatycznie wyłącza podawanie insuliny, i  jestem bezpieczny. Szczególnie ważne jest to w przypadku małych pacjentów, nad którymi w nocy muszą czuwać rodzice. Dla nich taka funkcja pompy jest nie do przecenienia. Od małych dzieci nie wymaga się przecież świadomości choroby. Cała odpowiedzialność jest po stronie rodziców. Funkcjonalność pompy MiniMed 640 G powoduje, że rodzic w godzinach nocnych może zdać się na to urządzenie i przespać całą noc.

I.Sz.: – Mówisz o pompie, systemie ciągłego monitorowania glikemii. Czy to znaczy, że żeby prawidłowo kontrolować cukrzycę, trzeba mieć aż takie „uzbrojenie”?

M.J.: – Mam  prawie dziesięcioletnie doświadczenie z pompą. Przeszedłem wszystkie etapy. Przez pierwszych pięć lat byłem na penach, dopiero potem dojrzałem do pompy. Ale jak już się na nią zdecydowałem, szybko do mnie dotarło, że mogłem skorzystać z jej dobrodziejstw  już co najmniej rok wcześniej. Moja początkowa remisja, która wymagała podawania niewielkich dawek insuliny skończyła się definitywnie po 3-4 latach. Wtedy  już miałem zbyt dużą różnicę między zapotrzebowaniem na insulinę bazalną w ciągu dnia (nawet 2-3 jednostki treningowe dziennie) w porównaniu do nocy, kiedy się regenerowałem. Do tego dochodziły takie zmienne jak podróże czy pojedyncze dni wolne od treningu; tutaj pompa sprawdza się lepiej od penów.  To oczywiście wynikało z mojego sportowego trybu życia.

I.Sz.: – No tak… Przecież złoto olimpijskie w Pekinie zdobyłeś na penach. A czy gdybyś wtedy miał CGM, czułbyś się bezpieczniej?

M.J.: – Wtedy wywalczyłbym drugie olimpijskie złoto… (śmiech) A już tak na poważnie, w Pekinie byliśmy pod ogromną presją. Przypomnę, że startowaliśmy w tym finale jako trzykrotni mistrzowie świata i pretendenci do zwycięstwa. Dlatego cała ta sytuacja wymagała ode mnie szczególnej kontroli i  odpowiedzialności. Ale z drugiej strony nie dajmy się zwariować! Zazwyczaj nie mierzę sobie cukru aż kilkanaście razy dziennie. Jednak w dniu finału olimpijskiego faktycznie stres zabijałem tym, że przed biegiem praktycznie nieustannie mierzyłem cukier.

Podsumowując, CGM w połączeniu z pompą to dodatkowe precyzyjne informacje, które pozwalają na zdecydowanie lepsze zarządzanie cukrzycą i co dla mnie najistotniejsze  bardziej komfortowe i przewidywalne podejmowanie aktywności fizycznej.

I.Sz.: – Stres wpływa na poziom cukru?

M.J.: – To jest bardzo indywidualne, ale zasadniczo silny stres, związany np. z tremą , niepokojem powoduje wzrosty glikemii. Ale nowoczesne technologie jak CGM i  w tym przypadku doskonale się sprawdzają; zwiększamy czasowo dawkę insuliny i obserwujemy sytuację.

I.Sz.: – A nie jest to niewygodne nosić taką pompę?

M.J.: – Właśnie obawy o wygodę były głównym powodem, dla którego początkowo zwlekałem choćby z wypróbowaniem pompy. Wydawało mi się, że pompa w jakiś sposób będzie mnie ograniczać, stygmatyzować.  Ale to oczywiście kwestia przekonania się i przyzwyczajenia. Trzeba poczuć, że pompa nie jest garbem, tylko pomocą. Teraz wiem, że to wymaga czasu i  wypróbowania na samym sobie.

I.Sz.: – A jak jest na przykład z pływaniem?

M.J.: –  Pompa jest wodoodporna w podstawowej klasie jak chlapanie, deszcz, prysznic. Ale ja pływam bez pompy, jak pewnie wszyscy. Podczas pływania po prostu by przeszkadzała. Nie ma z tym problemu, bo według zaleceń do dwóch godzin  aktywności fizycznej można być bez pompy. Ale już wszystkie inne aktywności takie jak narciarstwo biegowe, zjazdowe, pływanie na łodzi, gry zespołowe można spokojnie uprawiać z pompą. No, może z wyjątkiem dyscyplin kontaktowych, takich jak zapasy, judo gdzie istnieje duże ryzyko mechanicznego uszkodzenia pompy czy zerwania drenu. Na czas  kontaktowych czy przerywanych aktywności można odpinać pompę i podawać insulinę penami, a w pozostałym czasie jednak pompę podpinać, bo jest ona dużo dokładniejsza na przestrzeni całej doby.

I.Sz.: – U ciebie intensywny wysiłek obniża cukier czy go podbija?

M.J.: – Z zasady 90 procent aktywności obniża glikemię. Pytanie tylko, jakie jest tempo tego obniżania. Ale są też ekstremalne aktywności, zwłaszcza wykonywane w interwałach, które powodują wzrost glikemii. Ale do tego stanu trzeba organizm umieć doprowadzić odpowiednim treningiem.

I.Sz.: – Znasz innych sportowców z cukrzycą typu 1?

M.J.: – Oczywiście, i to wielu dyscyplinach. Co prawda, kiedy startowałem w igrzyskach w Atenach, Pekinie, a potem Londynie byłem jedynym polskim sportowcem z cukrzycą typu 1  na tych imprezach. Ale jest naturalnie wielu sportowców, którym cukrzyca nie przeszkadza w rozwijaniu pasji.  Marta Bokun  startowała w The World Games 2017 w  kajak-polo. Znam też kolarza Przemysława Kotulskiego czy gimnastyka sportowego Dymitra Preisnera. I wielu, wielu innych.

I.Sz.: – I ty i wszyscy ci ludzie w zasadzie zadajecie kłam mitowi, że aktywność sportowa nie jest wskazana dla osób z cukrzycą…

M.J.: – Nikt chyba już nie ma wątpliwości, jak wielkie znaczenie dla zdrowia ma aktywność fizyczna. Człowiek jest stworzony do ruchu.  Nie da się tego ruchu niczym zastąpić. Pytanie tylko o granice tej aktywności, jej intensywności. W dzisiejszych czasach raczej cierpimy na nadwyżki kaloryczne w stosunku do niewielkiej aktywności ruchowej w ciągu doby. Trzeba pamiętać, że to właśnie aktywność fizyczna jest czynnikiem, który najbardziej potrafi zmienić glikemię w ciągu dnia. Cała sztuka polega na tym, żeby poznać swoją chorobę tak, że aktywność będzie stabilizacji glikemii sprzyjać, a nie szkodzić.

I.Sz.: – Czy na co dzień korzystasz z jakiegoś dzienniczka samokontroli albo programu komputerowego, który analizuje dane  dotyczące twojego cukru?

M.J.: – Oczywiście. Dane dotyczące podaży insuliny czy monitorowani glikemii są automatycznie zapisywane w pamięci pompy. Można je przesłać w bardzo prosty sposób do programu CareLink.  Moja pompa jest co kilka tygodni  sczytywana i stanowi doskonałą bazę danych do analizy zarówno dla mnie jak i mojego lekarza prowadzącego.

I.Sz.: – Jak często do niego chodzisz?

M.J.: – Średnio trzy razy w roku. To standard dla osób dorosłych.

I.Sz.: – Wróćmy do twoich aktywności. Po skończeniu kariery wioślarskiej założyłeś Fundację ActiveDiabet. Co cię do tego skłoniło?

M.J.: – Pomysł na tę fundację pojawił się od razu, jak zostałem zdiagnozowany w 2003 roku. Rok później, kiedy wywalczyłem kwalifikację olimpijską w Atenach uznałem, że pierwszy cel zrealizowałem. Udowodniłem sobie, że możliwe jest wyrównanie cukrów i łączenie tego z karierą sportową. Nie omieszkałem się tym niewątpliwym osiągnięciem podzielić z różnymi stowarzyszeniami, które zrzeszają pacjentów, w tym z Polskim Towarzystwem Diabetologicznym. Uznałem, że ta informacja jest ważna dla całego środowiska.  Na tamtym etapie trudno mi jednak było zostać aktywnym  ambasadorem idei krzewienia sportu wśród osób z cukrzycą. Byłem zbyt zajęty; ciągle trenowałem. Ale kiedy już zakończyłem karierę, czasu miałem więcej. Stąd projekt ActiveDiabet, który od początku jest wspierany przez Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz sponsorów.

I.Sz.: – Jakie działania podejmuje twoja Fundacja?

M.J.: – Główny projekt to organizowanie wydarzeń lokalnych, dotarcie do środowisk w mniejszych miastach. Organizujemy weekendowe spotkania dla pacjentów i ich rodzin. W tych spotkaniach biorą udział specjaliści: diabetolodzy, psycholodzy, dietetycy… No i ja zabieram głos w sprawie zarządzania cukrzycą w kontekście aktywności fizycznej. W ramach tych spotkań proponujemy ciekawe dyscypliny sportowe. Staramy się przy tym wciągnąć do zabawy i dzieci i dorosłych. Celem tego projektu jest przekonać ludzi, że nadrzędną wartością w życiu każdego jest podejście do aktywności fizycznej.  Najprzyjemniejsze są momenty, kiedy po takich spotkaniach podchodzą do mnie dzieci i ich rodzice, dziękując za dobrą zabawę. Ta radość jest tak autentyczna i budująca, że od razu chce się dalej działać.

I.Sz.: – Twój syn, Wojtek ma 6 lat. Ciągnie go do wioseł?

M.J.: – Tak jak do każdego ruchu. Wojtek wiosłował na ergometrze już jako półtoraroczne dziecko. Wiadomo, młody tatuś musi się popisać! (śmiech) Wojtek jest bardzo aktywnym dzieckiem: basen, deskorolka, rolki, rower, dziesiątki piłek. Ja miałem tylko jedną piłkę i też było dobrze.  Najważniejsze to pokazać dziecku, jak ważna w życiu człowieka jest aktywność fizyczna. Ale będę ostatnim, który będzie na siłę pchał młodego do jakiegoś sportu. Aktywność fizyczna, sport muszą być po prostu przyjemnym obowiązkiem!

Redakcja